Toyotomi HideyoshiJakby co, planowo pomnik miał być dwa razy większy niż statua wolności. Ostatecznie część skonfiskowanej broni zastała przetopiona na gwoździe, wsporniki i śruby, ale posłużyły one nie do budowy posągu Buddy, lecz do wzniesienia pomnika upamiętniającego samego wodza.
Edykt o konfiskacie mieczy, 1588
1.
Chłopi ze wszystkich prowincji w kraju mają całkowity zakaz posiadania na własność mieczy, sztyletów, łuków, włóczni, broni palnej oraz wszelkich innych przedmiotów mogących służyć jako broń. Posiadanie tych niepotrzebnych narzędzi utrudnia pobór renty ziemskiej i może zachęcać do wzniecania buntów. Przeto ci, którzy dopuszczą się popełnienia czynów niewłaściwych wobec pobierającego rentę gruntową samuraja, zostaną postawieni przed sądem i ukarani. W takiej sytuacji jednakże samuraj traci prawo do egzekwowania opłat, gdyż pozostawione bez nadzoru i opieki pole nie przynosi plonów. Wzywa się zatem panów feudalnych, nadzorców prowincji oraz rządowych delegatów do zebrania wyliczonej wyżej broni i przekazania jej do dyspozycji rządu Hideyoshiego.
2.
Zgromadzone miecze i sztylety nie pójdą na zmarnowanie. Zostaną przetopione i wykorzystane jako gwoździe i śruby do budowy Wielkiego Pomnika Buddy. W ten sposób chłopi odniosą pożytek nie tylko w życiu doczesnym, ale także w życiu, które przyjdzie po nim.
3.
Jeśli chłopi posiadać będą tylko narzędzia rolnicze i oddani będą wyłącznie pracy w polu, zarówno oni sami, jak i ich potomstwo żyć będą w dostatku. To właśnie pełna współczucia troska o dobrobyt chłopstwa legła u podstaw wydania tego edyktu i to ona położyła podwaliny pod pokój i bezpieczeństwo kraju oraz radość i szczęście zamieszkujących go ludzi.
4.
Wszystkie wymienione wyżej rodzaje broni mają być zebrane i dostarczane do dyspozycji rządu niezwłocznie.
środa, 16 marca 2022
piątek, 11 marca 2022
Robert Gwiazdowski - Komunizm to faszyzm
Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich (okrojony co prawda z wielu z nich) pod wodzą działacza Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego najechał właśnie na niepodległe od 30 lat państwo i dokonuje tam ludobójstwa.

To nic nowego. Armia Czerwona ciągle dokonywała ludobójstwa. Było ono usprawiedliwiane a to wzniosłą ideą sprawiedliwości społecznej i wyzwolenia ludu spod okupacji kapitalizmu, a to walką z faszyzmem. Teraz też walczy z "faszystami" - jak głosi Władimir Putin.
Tymczasem komunizm i faszyzm to jeden ciort. Niestety przez lata różni ćwierćintelektualiści przekonywali świat, że jest inaczej. Przodowała w tym elita francuska. Na przykład Jean-Poul Sartre, Simone de Beauvoir czy Louis Aragon. Nic w tym dziwnego, bo tradycję mają długą. Voltaire też kadził carycy Katarzynie. W jego przypadku było to o tyle zrozumiałe, że przesyłała mu ciepłe futra. Inni robili to ze szczerego przekonania. Lenin nazwał ich "polieznyj idiot" - pożyteczny idiota.
Co zawsze łączyło faszyzm z komunizmem?
Po pierwsze, kolektywizm. Faszyzm i komunizm są kolektywistyczne. Podobnie zresztą jak nacjonalizm, autorytaryzm, konserwatyzm i socjalizm - aczkolwiek w innych obszarach istnieją między nimi zasadnicze różnice. Po przeciwnej stronie jest indywidualizm - czyli liberalizm. "W literaturze politycznej znano tylko te dwa punkty widzenia - indywidualizm i kolektywizm" - pisał Ludwik Gumplowicz. Miał rację. Etyka indywidualistyczna, którą propagowała w swoim obiektywizmie Ayn Rand wyklucza te wszystkie zbrodnie, które jedne grupy ludzi robiły innym grupom ludzi przy pomocy aparatu państwa. Jednostki - owszem - konkurują. Ale ich interes własny - jak jakaś "niewidzialna ręka" - popycha ich do współpracy.
Po drugie, państwo. Faszyzm i komunizm, znów podobnie jak nacjonalizm, autorytaryzm, konserwatyzm i socjalizm, absolutyzują państwo jako najwyższą formę organizacji społecznego "kolektywu". Tylko liberalizm domaga się ograniczenia władzy państwa.
Po trzecie, partia. O ile w autorytaryzmie i konserwatyzmie, państwo działa przez swoje organy (tak było choćby w II RP po autorytarnym zamachu majowym), o tyle w faszyzmie i komunizmie organy państwa są instrumentem w rękach partii politycznych (NSDAP, KPZR, PZPR).
Po czwarte, wódz. Kult führera, I sekretarza (wcześniej cara, a teraz prezydenta) łączy faszyzm i komunizm z nacjonalizmem i nawet autorytaryzmem. W liberalizmie jest inaczej - każdy sam jest wodzem dla siebie.
Po piąte, totalitaryzm. Faszyzm i komunizm są totalitarne. Państwo zajmuje się nie tylko polityką, ale także gospodarką, kulturą i całym życiem społecznym. Totalnie właśnie. To bardzo istotny element, który łącząc faszyzm z komunizmem, różni je od autorytaryzmu, w którym państwo miało zajmować się polityką, ale życie społeczne pozostawiało lekko poza swoją kontrolą - a nawet i gospodarkę (Portugalia Salazara i Chile Pinocheta).
Po szóste, teoria wroga. Faszyzm i komunizm poszukują sobie wroga. Bo w ten sposób łatwiej jednoczyć im zwolenników. Dla faszystów wrogiem byli Żydzi. Dla komunistów - burżuazja, czyli często też Żydzi. Marks traktował "żydostwo" (między innymi w "Zur Judenfrage") prawie jako synonim "burżuazyjnego wyzyskiwacza".
Po siódme, teoria wojny. Jak się ma wroga - śmiertelnego - trzeba z nim prowadzić wojnę. Na śmierć i życie. Dlatego i faszyści, i komuniści zajmowali się prowadzeniem nieustanej wojny, która przy okazji cementowała "kolektyw" wokół "wodza" - wszystko w sprzężeniach zwrotnych.
Po ósme, interwencjonizm. Aparat państwa służy faszystom i komunistom nie tylko do zwalczania wroga i prowadzenia wojny, ale także do poprawy "jakości życia kolektywu". Państwo "interweniuje" więc w stosunki społeczne i - przede wszystkim - gospodarcze. Mają to wspólne z socjalistami, bo w autorytaryzmie dopuszczano wolny rynek (jak była o tym mowa wyżej).
Po dziewiąte, wspieranie "championów" gospodarczych. Silne państwo potrzebuje silnych firm. Dlatego faszyści i komuniści (podobnie zresztą jak socjaliści) lubią wspierać duże przedsiębiorstwa - pod warunkiem oczywiście, że mają nad nimi własnościową, albo przynajmniej administracyjną kontrolę.
Po dziesiąte, niechęć do małego biznesu. O ile liberalizm podkreśla rolę przedsiębiorczości - zwłaszcza drobnych kupców i przemysłowców - o tyle w systemach faszystowskich i komunistycznych są oni co najwyżej do pewnego stopnia tolerowani. Ta niechęć jest typowa także dla socjalizmu, aczkolwiek stopień "oficjalnej" niechęci bywa w przypadku socjalizmu nieco mniejszy.
Po jedenaste, etatyzm. Faszyzm i komunizm są etatystyczne. Socjalizm też ma etatystyczne ciągoty, ale przynajmniej werbalnie aprobuje wolny rynek i chce go jedynie "korygować". Systemy totalitarne - a takimi są właśnie faszyzm i komunizm - chcą kontrolować zawsze wszystko.
Po dwunaste, wysokie wydatki publiczne. O ile socjaliści dostrzegają jeszcze jakieś limity wydatków publicznych, o tyle faszyści i komuniści takich nie widzą - poza fizycznym brakiem pieniędzy na wydawanie.
Po trzynaste, antyliberalizm. Faszystów i komunistów łączy antyliberalizm, aczkolwiek i to nie jest dla nich wyjątkowe - podzielają tę niechęć także socjaliści.
Po czternaste, antykapitalizm. Faszyzm i komunizm to antykapitalizm. Socjaliści też są antykapitalistyczni, ale nie aż tak jednoznacznie, dostrzegając potrzebę istnienia jakichś form własności prywatnej, rynku i "burżuazyjnych praw człowieka".
Po piętnaste, krytyka praw człowieka. O ile liberalizm koncentruje się na prawach jednostki, konserwatyzm, autorytaryzm i socjalizm te prawa limitują, o tyle w systemach totalitarnych, a takim jest właśnie faszyzm i komunizm, prawa jednostki nie występują w ogóle - totalnie.
Jakie są zatem różnice, które pozwalają utrzymywać tezę o jakiejś nadzwyczajnej różnicy jakościowej między faszyzmem i komunizmem? Podobno nacjonalizm i rasizm. Komunizm nie jest nacjonalistyczny. Jest (inter)nacjonalistyczny. Czy to rzeczywiście różnica jakościowa? Inny jest punkt odniesienia - do innego kolektywu. W jednym przypadku jest to "naród", w drugim przypadku jest to międzynarodowa klasa robotnicza - bez względu na różnice narodowe. Wszystkie pozostałe konsekwencje są takie same w obu przypadkach. Jak naród/klasa jest lepszy/a od innych, to musi się konsolidować wewnętrznie i walczyć ze swoimi wrogami pod przywództwem "wodza". Co ciekawe, w trakcie "Wielkiej Wojny Ojczyźnianej" po atak III Rzeszy na ZSRR, Stalin zmienił retorykę. Armia Czerwona przestała walczyć za lud, a zaczęła za "naród" i jego "ojczyznę".
Wszystkie podstawowe mechanizmy ideowe i instytucjonalne dla faszystów i komunistów są więc wspólne. Dlaczego więc ze sobą walczyły? O władzę nad ludem/narodem. Bo przecież z ich punktu widzenia to ta sama "tłuszcza".
Robert Gwiazdowski
https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-felieton-gwiazdowskiego-komunizm-to-faszyzm
środa, 9 marca 2022
Alan Taylor - rozrost państwa
Do sierpnia 1914 roku rozsądny, przestrzegający prawa Anglik mógł przejść przez życie i prawie nie zauważyć istnienia państwa poza urzędem pocztowym i policjantem. Mógł żyć, gdzie chciał. Nie miał urzędowego numeru czy karty identyfikacyjnej. Mógł podróżować za granicę albo opuścić swój kraj na zawsze bez paszportu czy jakiegokolwiek urzędowego zezwolenia. Mógł wymienić pieniądze na każdą obcą walutę bez ograniczeń i limitów. Mógł nabywać dobra z każdego kraju na świecie na takich samych warunkach, na jakich kupował je w domu. Skoro o tym mowa – cudzoziemiec mógł spędzić życie w tym kraju bez zezwolenia i bez informowania o tym policji. Odmiennie niż w krajach europejskich na kontynencie, państwo nie wymagało od swoich obywateli służby wojskowej. Obywatel angielski mógł – jeśli chciał – zaciągnąć się do regularnej armii, marynarki lub rezerwy. Mógł także zignorować, jeśli tego chciał, wymagania obrony narodowej. Poważni posiadacze byli od czasu do czasu powoływani jako sędziowie przysięgli. Poza tym pomocą państwu służyli tylko ci, którzy chcieli […]. Pozostawiało ono dorosłych obywateli samym sobie.
-- brytyjski historyk
-- brytyjski historyk
środa, 2 marca 2022
Roald Dahl - Życie bez państwa
Życie bez państwa
DEMOKRATA: Zupełnie nie rozumiem, jak możesz twierdzić, iż państwo jest rzeczą całkowicie niepotrzebną. Czy naprawdę sądzisz, że ludzie mogliby się bez niego obejść?
ANARCHISTA: Ależ oczywiście. Co więcej, państwo jest nie tylko zbyteczne, ale przede wszystkim złe i dlatego musi zostać zniesione. Całkowicie. Nas, anarchistów, nie interesują pod tym względem rozwiązania połowiczne: nie chcemy rządu ograniczonego, słabego. Ideałem jest brak rządu.
DEMOKRATA: Mówisz rzeczy zdumiewające: czyż nie zdajesz sobie sprawy, że człowiek jest istotą społeczną? Jakże mógłby żyć poza państwem? Arystoteles powiada w "Polityce": "Okazuje się... że państwo należy do tworów natury, że człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie, taki zaś, który z natury, a nie przez przypadek żyje poza państwem jest albo nadludzką istotą, albo nędznikiem, jak ten, którego piętnuje Homer, jako: ťCzłowieka bez rodu, bez prawa, bez własnego ogniskaŤ".
ANARCHISTA: Walka na cytaty nie ma sensu. Nie negujemy wcale, że człowiek jest istotą społeczną, a jedynie to, że natura człowieka jest tak zła, iż musi się on znajdować pod kontrolą państwa. Z naszego punktu widzenia społeczeństwo może istnieć jako zbiór całkowicie dobrowolnych stowarzyszeń, jednomyślnie podejmujących wszelkie decyzje. Odrzucamy natomiast wszelkie struktury władzy, a więc i państwo jako narzędzie przymusu. Czy zaprzeczysz, że każde państwo ze swojej istoty stosuje przymus? A może ośmielisz się twierdzić, że przymus nie jest czymś złym"
DEMOKRATA: W tym, co powiedziałeś, jest wiele błędów i nie omieszkam ci ich wytknąć, ale masz rację, mówiąc, że państwo musi stosować przymus. Zgadzam się także, że przymus jako taki nie jest dobry. Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że są sytuacje, w których okazuje się absolutnie niezbędny.
ANARCHISTA: Cieszę się, że akceptujesz z grubsza moje tezy. Oto jakie są kolejne kroki naszego rozumowania: skoro państwo stosuje przymus, a przymus jest złem, to i samo państwo jest ze swej istoty złe. Oczywiste jest także, że nikt nie ma obowiązku popierać i być posłuszny temu, co złe. Tak więc nikt nie musi być posłuszny państwu, z czego może zostać wyprowadzony tylko jeden wniosek: państwo powinno być zniesione.
DEMOKRATA: Tu nasze drogi zupełnie się rozchodzą. To, co tutaj przedstawiasz, jest tylko teoretyczną konstrukcją - też zresztą wadliwą. Zupełnie natomiast zapominasz o realnym życiu, o prawach świata, których żaden filozoficzny argument nie zdoła uchylić. Po pierwsze, doświadczenie uczy, że jeśli nawet człowiek, nie ma złej natury, to niewątpliwie jego natura jest mieszaniną dobra i zła, dlatego właśnie wątpliwe wydaje się dobre funkcjonowanie społeczeństwa bez władzy. Angielski pisarz, Gilberth Keith Chesterton powiedział, że istnieje tylko jedna anarchistyczna instytucja: rodzinny dom. Opiera się ona jednak na związkach pokrewieństwa i nie można przenosić jej doświadczenia na całe społeczeństwo. Czy naprawdę sądzisz, że twój pomysł jest realistyczny" Czy wyobrażasz sobie na przykład funkcjonowanie ruchu drogowego w anarchistycznym społeczeństwie? Czy w naszym skomplikowanym społeczeństwie możemy dogadywać się w każdej sprawie? Czy nie boisz się, że pewne przedsięwzięcia nigdy nie zostałyby zrealizowane, bo nie osiągnięto by porozumienia, kto miałby je zrobić? Ludzie potrzebują zewnętrznego autorytetu, kogoś, kto byłby arbitrem w ich sporach, kogoś, kto strzegłby prawa i wymierzał sprawiedliwość.
ANARCHISTA: Twoja płomienna tyrada zupełnie mnie nie przekonała. Czy nie masz w zanadrzu nic poza utyskiwaniem nad naturą ludzką i trywialnymi uwagami na temat ruchu drogowego? Ludzie posiadają wolną wolę i zdolni są kierować się rozsądkiem - oto jedyne warunki, które muszą być spełnione, aby państwo okazało się zbyteczne. Jestem pewien, że nie zdołasz obalić mojej wizji anarchistycznego społeczeństwa, w którym autonomiczne jednostki i dobrowolne zrzeszenia spełniają wszystkie funkcje niezbędne dla godziwego życia.
DEMOKRATA: Nawet nie będę próbował jej obalić, bo utopijna wizja to marny doprawdy argument. Państwo kształtowało się i umacniało przez całe wieki, w praktyce dowodząc tego, iż jest najlepszą strukturą organizującą życie społeczne. Nie wiem, skąd wypływa twoja niezachwiana pewność, że człowiek zawsze kieruje się zdrowym rozsądkiem. Pomińmy to jednak. Powiedz mi raczej, czy państwo demokratyczne nie wydaje ci się dość bliskie anarchistycznego ideału? Wszak tutaj to sami obywatele nakładają na siebie ograniczenia, to oni ustanawiają władzę i uchwalają prawa. Są związani - i powtarzam ci, że inaczej być nie może - ale to oni sami nałożyli sobie te więzy. Dobrowolnie podporządkowali się przymusowi, który tak cię mierzi, a o którym ja twierdzę, że spełnia pożyteczną funkcję, jeśli tylko nie pozwoli się rządowi nadużywać jego uprawnień.
ANARCHISTA: Państwo demokratyczne nie przestaje być państwem, a zatem także narzędziem przymusu. Tylko jednomyślne podejmowanie wszelkich decyzji zapobiega stosowaniu przymusu. Tak więc jedynie wtedy, gdyby demokracja zakładała jednomyślność obywateli, byłaby czymś lepszym od zwykłego państwa. Tymczasem demokratyczne państwo pozwala większości obywateli stosować przymus wobec mniejszości.
DEMOKRATA: Pozwól, że użyję teraz twojej własnej broni: mówisz o tyranii większości, a nie widzisz tego, że twój anarchizm to także tyrania, tyle że mniejszości, albo nawet i jednostki. Gdybyśmy podejmowali decyzje jednogłośnie, każda grupa byłaby na łasce jednego człowieka. Uczniowie nie pojechaliby na wycieczkę, bo jeden z nich nie miałby na to ochoty. Miasto nie zbudowałoby drogi, bo jeden z jego mieszkańców uważałby, że znacznie ważniejsze jest zbudowanie restauracji. I tak dalej, i tak dalej. Nie możesz zamykać oczu na rzeczywistość: ludzie są różni, pragną różnych rzeczy, nie zgadzają się ze sobą niemal we wszystkim. To, co proponujesz, jest po prostu niemożliwe.
ANARCHISTA: To wszystko akademickie dyskusje. Gdy państwo zostanie zniesione i wolni ludzie żyć będą w anarchistycznym społeczeństwie, przekonasz się, że to nie są czcze mrzonki.
DEMOKRATA: Ależ są. I mam nadzieję, że nikt nigdy nie będzie musiał przekonać się o tym w praktyce. (wykorzystano: R. Dahl, Demokracja i jej krytycy, Znak, Kraków 1995)
-- Roald Dahl – brytyjski pisarz, scenarzysta i publicysta pochodzenia norweskiego
https://www.h-net.org/~eopolska/Edukacja/Roz2/Potrzebne.html
DEMOKRATA: Zupełnie nie rozumiem, jak możesz twierdzić, iż państwo jest rzeczą całkowicie niepotrzebną. Czy naprawdę sądzisz, że ludzie mogliby się bez niego obejść?
ANARCHISTA: Ależ oczywiście. Co więcej, państwo jest nie tylko zbyteczne, ale przede wszystkim złe i dlatego musi zostać zniesione. Całkowicie. Nas, anarchistów, nie interesują pod tym względem rozwiązania połowiczne: nie chcemy rządu ograniczonego, słabego. Ideałem jest brak rządu.
DEMOKRATA: Mówisz rzeczy zdumiewające: czyż nie zdajesz sobie sprawy, że człowiek jest istotą społeczną? Jakże mógłby żyć poza państwem? Arystoteles powiada w "Polityce": "Okazuje się... że państwo należy do tworów natury, że człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie, taki zaś, który z natury, a nie przez przypadek żyje poza państwem jest albo nadludzką istotą, albo nędznikiem, jak ten, którego piętnuje Homer, jako: ťCzłowieka bez rodu, bez prawa, bez własnego ogniskaŤ".
ANARCHISTA: Walka na cytaty nie ma sensu. Nie negujemy wcale, że człowiek jest istotą społeczną, a jedynie to, że natura człowieka jest tak zła, iż musi się on znajdować pod kontrolą państwa. Z naszego punktu widzenia społeczeństwo może istnieć jako zbiór całkowicie dobrowolnych stowarzyszeń, jednomyślnie podejmujących wszelkie decyzje. Odrzucamy natomiast wszelkie struktury władzy, a więc i państwo jako narzędzie przymusu. Czy zaprzeczysz, że każde państwo ze swojej istoty stosuje przymus? A może ośmielisz się twierdzić, że przymus nie jest czymś złym"
DEMOKRATA: W tym, co powiedziałeś, jest wiele błędów i nie omieszkam ci ich wytknąć, ale masz rację, mówiąc, że państwo musi stosować przymus. Zgadzam się także, że przymus jako taki nie jest dobry. Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że są sytuacje, w których okazuje się absolutnie niezbędny.
ANARCHISTA: Cieszę się, że akceptujesz z grubsza moje tezy. Oto jakie są kolejne kroki naszego rozumowania: skoro państwo stosuje przymus, a przymus jest złem, to i samo państwo jest ze swej istoty złe. Oczywiste jest także, że nikt nie ma obowiązku popierać i być posłuszny temu, co złe. Tak więc nikt nie musi być posłuszny państwu, z czego może zostać wyprowadzony tylko jeden wniosek: państwo powinno być zniesione.
DEMOKRATA: Tu nasze drogi zupełnie się rozchodzą. To, co tutaj przedstawiasz, jest tylko teoretyczną konstrukcją - też zresztą wadliwą. Zupełnie natomiast zapominasz o realnym życiu, o prawach świata, których żaden filozoficzny argument nie zdoła uchylić. Po pierwsze, doświadczenie uczy, że jeśli nawet człowiek, nie ma złej natury, to niewątpliwie jego natura jest mieszaniną dobra i zła, dlatego właśnie wątpliwe wydaje się dobre funkcjonowanie społeczeństwa bez władzy. Angielski pisarz, Gilberth Keith Chesterton powiedział, że istnieje tylko jedna anarchistyczna instytucja: rodzinny dom. Opiera się ona jednak na związkach pokrewieństwa i nie można przenosić jej doświadczenia na całe społeczeństwo. Czy naprawdę sądzisz, że twój pomysł jest realistyczny" Czy wyobrażasz sobie na przykład funkcjonowanie ruchu drogowego w anarchistycznym społeczeństwie? Czy w naszym skomplikowanym społeczeństwie możemy dogadywać się w każdej sprawie? Czy nie boisz się, że pewne przedsięwzięcia nigdy nie zostałyby zrealizowane, bo nie osiągnięto by porozumienia, kto miałby je zrobić? Ludzie potrzebują zewnętrznego autorytetu, kogoś, kto byłby arbitrem w ich sporach, kogoś, kto strzegłby prawa i wymierzał sprawiedliwość.
ANARCHISTA: Twoja płomienna tyrada zupełnie mnie nie przekonała. Czy nie masz w zanadrzu nic poza utyskiwaniem nad naturą ludzką i trywialnymi uwagami na temat ruchu drogowego? Ludzie posiadają wolną wolę i zdolni są kierować się rozsądkiem - oto jedyne warunki, które muszą być spełnione, aby państwo okazało się zbyteczne. Jestem pewien, że nie zdołasz obalić mojej wizji anarchistycznego społeczeństwa, w którym autonomiczne jednostki i dobrowolne zrzeszenia spełniają wszystkie funkcje niezbędne dla godziwego życia.
DEMOKRATA: Nawet nie będę próbował jej obalić, bo utopijna wizja to marny doprawdy argument. Państwo kształtowało się i umacniało przez całe wieki, w praktyce dowodząc tego, iż jest najlepszą strukturą organizującą życie społeczne. Nie wiem, skąd wypływa twoja niezachwiana pewność, że człowiek zawsze kieruje się zdrowym rozsądkiem. Pomińmy to jednak. Powiedz mi raczej, czy państwo demokratyczne nie wydaje ci się dość bliskie anarchistycznego ideału? Wszak tutaj to sami obywatele nakładają na siebie ograniczenia, to oni ustanawiają władzę i uchwalają prawa. Są związani - i powtarzam ci, że inaczej być nie może - ale to oni sami nałożyli sobie te więzy. Dobrowolnie podporządkowali się przymusowi, który tak cię mierzi, a o którym ja twierdzę, że spełnia pożyteczną funkcję, jeśli tylko nie pozwoli się rządowi nadużywać jego uprawnień.
ANARCHISTA: Państwo demokratyczne nie przestaje być państwem, a zatem także narzędziem przymusu. Tylko jednomyślne podejmowanie wszelkich decyzji zapobiega stosowaniu przymusu. Tak więc jedynie wtedy, gdyby demokracja zakładała jednomyślność obywateli, byłaby czymś lepszym od zwykłego państwa. Tymczasem demokratyczne państwo pozwala większości obywateli stosować przymus wobec mniejszości.
DEMOKRATA: Pozwól, że użyję teraz twojej własnej broni: mówisz o tyranii większości, a nie widzisz tego, że twój anarchizm to także tyrania, tyle że mniejszości, albo nawet i jednostki. Gdybyśmy podejmowali decyzje jednogłośnie, każda grupa byłaby na łasce jednego człowieka. Uczniowie nie pojechaliby na wycieczkę, bo jeden z nich nie miałby na to ochoty. Miasto nie zbudowałoby drogi, bo jeden z jego mieszkańców uważałby, że znacznie ważniejsze jest zbudowanie restauracji. I tak dalej, i tak dalej. Nie możesz zamykać oczu na rzeczywistość: ludzie są różni, pragną różnych rzeczy, nie zgadzają się ze sobą niemal we wszystkim. To, co proponujesz, jest po prostu niemożliwe.
ANARCHISTA: To wszystko akademickie dyskusje. Gdy państwo zostanie zniesione i wolni ludzie żyć będą w anarchistycznym społeczeństwie, przekonasz się, że to nie są czcze mrzonki.
DEMOKRATA: Ależ są. I mam nadzieję, że nikt nigdy nie będzie musiał przekonać się o tym w praktyce. (wykorzystano: R. Dahl, Demokracja i jej krytycy, Znak, Kraków 1995)
-- Roald Dahl – brytyjski pisarz, scenarzysta i publicysta pochodzenia norweskiego
https://www.h-net.org/~eopolska/Edukacja/Roz2/Potrzebne.html
środa, 23 lutego 2022
Gladio - Tajne Operacje Zimnej Wojny
Gladio - Tajne Operacje Zimnej Wojny
z wiki:
Gladio – tajna struktura bojowa utworzona w łonie wojskowych służb specjalnych we Włoszech, w latach 50. XX w., kiedy to doszło do porozumienia włoskiego wywiadu wojskowego SIFAR z CIA w sprawie amerykańskiego planu „Demagnetize”, w którym postanowiono, że zapobieżenie możliwości przejęcia władzy przez komunistów we Włoszech i we Francji jest celem priorytetowym, co należy osiągnąć przy użyciu wszelkich środków[1]. Struktury Gladio funkcjonowały później w wielu krajach zachodniej części Europy, Grecji i Turcji. Trzonem tej organizacji byli zatwardziali antykomuniści, głównie konserwatyści, także naziści, których zadaniem było zapobieżenie ewentualnej inwazji ze strony ZSRR.
Osobny artykuł: lata ołowiu.
Gladio miała przeciwdziałać dojściu komunistów do władzy – co było realne w latach 70., gdy elektorat Włoskiej Partii Komunistycznej znacząco wzrósł. Przygotowaniom do prewencyjnego uderzenia w komunistów miała służyć opracowana przez amerykański wywiad „strategia potęgowania napięcia” (ang. strategy of tension) przy pomocy zorganizowanych rzekomo przez europejską skrajną lewicę zamachów terrorystycznych i morderstw, faktycznie dokonywanych przez grupy skrajnie prawicowe. Gladio była też częścią struktury Stay-behind działającej w wielu krajach NATO[2]. We Włoszech miała powiązania z tajną lożą P2, która pod wodzą bankiera i faszysty Licio Gelliego skupiała magnatów władzy ekonomicznej, politycznej i wojskowej. Więziony przez Czerwone Brygady Aldo Moro, przypominając w memoriale kolegom partyjnym różne ciemne sprawy, jako pierwszy wskazał na istnienie Gladio[3].
Afera z Gladio wybuchła w październiku 1990 r., gdy sędzia śledczy Felice Casson ujawnił, że prowadząc przed laty śledztwo w sprawie zamachu z maja 1972 r., w którym zginęło pięciu karabinierów, uzyskał od jednego z zamachowców zeznania wskazujące na równoległą strukturę służb specjalnych podległą NATO. W listopadzie 1990 r. włoski premier Giulio Andreotti, a następnie prezydent Francesco Cossiga przyznali publicznie, że wiedzieli o tajnej organizacji[4]. W tym samym miesiącu włoscy komuniści zareagowali na to wielotysięczną demonstracją, protestując przeciwko istnieniu Gladio i żądając wyjaśnienia wreszcie sprawy masakr, jakie w latach 70. spowodowały zamachy bombowe. Sytuacja ta przyczyniła się do upadku ukształtowanego od czasów powojennych ustroju politycznego oraz związanych z nim partii, a w szczególności Chrześcijańskiej Demokracji i Włoskiej Partii Socjalistycznej[5].
z wiki:
Gladio – tajna struktura bojowa utworzona w łonie wojskowych służb specjalnych we Włoszech, w latach 50. XX w., kiedy to doszło do porozumienia włoskiego wywiadu wojskowego SIFAR z CIA w sprawie amerykańskiego planu „Demagnetize”, w którym postanowiono, że zapobieżenie możliwości przejęcia władzy przez komunistów we Włoszech i we Francji jest celem priorytetowym, co należy osiągnąć przy użyciu wszelkich środków[1]. Struktury Gladio funkcjonowały później w wielu krajach zachodniej części Europy, Grecji i Turcji. Trzonem tej organizacji byli zatwardziali antykomuniści, głównie konserwatyści, także naziści, których zadaniem było zapobieżenie ewentualnej inwazji ze strony ZSRR.
Osobny artykuł: lata ołowiu.
Gladio miała przeciwdziałać dojściu komunistów do władzy – co było realne w latach 70., gdy elektorat Włoskiej Partii Komunistycznej znacząco wzrósł. Przygotowaniom do prewencyjnego uderzenia w komunistów miała służyć opracowana przez amerykański wywiad „strategia potęgowania napięcia” (ang. strategy of tension) przy pomocy zorganizowanych rzekomo przez europejską skrajną lewicę zamachów terrorystycznych i morderstw, faktycznie dokonywanych przez grupy skrajnie prawicowe. Gladio była też częścią struktury Stay-behind działającej w wielu krajach NATO[2]. We Włoszech miała powiązania z tajną lożą P2, która pod wodzą bankiera i faszysty Licio Gelliego skupiała magnatów władzy ekonomicznej, politycznej i wojskowej. Więziony przez Czerwone Brygady Aldo Moro, przypominając w memoriale kolegom partyjnym różne ciemne sprawy, jako pierwszy wskazał na istnienie Gladio[3].
Afera z Gladio wybuchła w październiku 1990 r., gdy sędzia śledczy Felice Casson ujawnił, że prowadząc przed laty śledztwo w sprawie zamachu z maja 1972 r., w którym zginęło pięciu karabinierów, uzyskał od jednego z zamachowców zeznania wskazujące na równoległą strukturę służb specjalnych podległą NATO. W listopadzie 1990 r. włoski premier Giulio Andreotti, a następnie prezydent Francesco Cossiga przyznali publicznie, że wiedzieli o tajnej organizacji[4]. W tym samym miesiącu włoscy komuniści zareagowali na to wielotysięczną demonstracją, protestując przeciwko istnieniu Gladio i żądając wyjaśnienia wreszcie sprawy masakr, jakie w latach 70. spowodowały zamachy bombowe. Sytuacja ta przyczyniła się do upadku ukształtowanego od czasów powojennych ustroju politycznego oraz związanych z nim partii, a w szczególności Chrześcijańskiej Demokracji i Włoskiej Partii Socjalistycznej[5].
poniedziałek, 21 lutego 2022
Prywatne drogi w Skandynawii
Dlaczego Stany Zjednoczone powinny przyjąć skandynawskie podejście do dróg prywatnych
Wiele osób postrzega Stany Zjednoczone jako wolnorynkowe państwo kapitalistyczne, a kraje skandynawskie, takie jak Szwecja i Finlandia, jako socjalistyczne ze względu na rozbudowany system opieki społecznej. Jednak w Stanach Zjednoczonych większość dróg, autostrad i innej infrastruktury transportowej jest własnością publiczną i jest zarządzana przez państwo. Tymczasem zdecydowana większość dróg w Szwecji i Finlandii jest zarządzana przez sektor prywatny i utrzymywana przez społeczności lokalne. Analiza szwedzkiego i fińskiego modelu dróg publiczno-prywatnych może dać nam wgląd w to, jak prywatne drogi mogą funkcjonować w Stanach Zjednoczonych.
Dwie trzecie dróg w Szwecji jest zarządzanych prywatnie przez lokalne Stowarzyszenia Dróg Prywatnych (Private Road Associations, PRA). Zrzeszenia te składają się z właścicieli domów, którzy mieszkają wzdłuż prywatnych dróg. Szacuje się, że za drogi o długości 140 tys. kilometrów (ok. 87 tys. mil) odpowiada 60 tys. stowarzyszeń PRA. Chociaż na większości szwedzkich dróg prywatnych nie występuje duże natężenie ruchu, przekazanie dróg sektorowi prywatnemu pomaga rządowi zrekompensować koszty. Rząd współpracuje z właścicielami dróg i stowarzyszeniami w celu subsydiowania kosztów napraw i utrzymania. Około 24 000 PRA otrzymuje dotacje rządowe.
środa, 16 lutego 2022
Robert Higgs - 10 argumentów przeciwko zniesieniu niewolnictwa
Artykuł ukazał się pierwotnie w czasopiśmie „The Freeman” (grudzień 2009, vol. 59, iss. 10), publikowanym przez Foundation for Economic Education.
- Niewolnictwo jest rzeczą naturalną. Ludzie różnią się od siebie, tak więc należy oczekiwać, że ci, którzy w pewien sposób są lepsi — np. pod względem inteligencji, moralności, wiedzy, sprawności technologicznej lub zdolności do walki — zapanują nad tymi, którzy są gorsi pod tymi względami. Abraham Lincoln wyraził ten pogląd podczas jednej ze swoich słynnych debat z senatorem Stephenem Douglasem z 1858 roku: „Istnieje fizyczna różnica między rasą białą i czarną, która — jak mniemam — na zawsze uniemożliwi tym rasom wspólne życie na warunkach społecznej i politycznej równości. A jeśli nie mogą one żyć wspólnie na równych zasadach, to musi istnieć podział na lepszych i gorszych. I tak jak inni, uważam, że to rasa biała powinna posiadać dominującą pozycję”.
- Niewolnictwo istniało od zawsze. Argument ten stanowi przykład błędu logicznego argumentum ad antiquitatem (argument odwołujący się do odległej przeszłości lub tradycji). Jednak często przemawiał on do ludzi, szczególnie tych z konserwatywnym zacięciem. Może mieć on pewną wartość nawet dla niekonserwatystów — a to ze względu na pseudo-Hayekowskie przekonanie, według którego, mimo iż nie rozumiemy, dlaczego niektóre instytucje społeczne nadal istnieją, ich przetrwanie może być solidnie ugruntowane logiką, którą przyjdzie nam zrozumieć dopiero w przyszłości.
- Wszystkie społeczeństwa na ziemi korzystają z niewolnictwa. Wynika z tego niepisana zasada, że każde społeczeństwo musi korzystać z niewolnictwa. Wielu uznaje wszechobecność instytucji za przekonujący dowód na to, że jest ona niezbędna. Według jednego z wariantów tego argumentu, każde społeczeństwo korzysta z niewolnictwa, gdyż pewne rodzaje pracy są tak ciężkie lub poniżające, że nie podjęłaby się jej żadna wolna osoba — w związku z czym, jeśli nie wykonają jej niewolnicy, nie wykona jej nikt. Według starego przysłowia z amerykańskiego południa ktoś musi być popychadłem, a przecież wolny człowiek takiej roli nie zaakceptuje.
- Niewolnicy nie są w stanie o siebie zadbać. Pogląd ten był popularny w Stanach Zjednoczonych na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku wśród ludzi — wśród których znajdowali się m.in. George Washington i Thomas Jefferson — którzy choć uważali, że niewolnictwo jest moralnie naganne, to jednak posiadali niewolników i korzystali z ich usług, czerpiąc zyski z produktów, które ci „służący” (jak woleli o nich mówić) zmuszeni byli wytwarzać. Okrucieństwem bowiem byłoby wypuścić na wolność ludzi, którzy, w najlepszym wypadku, popadliby najpewniej w ubóstwo i cierpienie.
- Niewolnicy wymrą bez swoich panów. Jest to skrajna wersja poprzedniego argumentu. Wielu ludzi głosiło ten pogląd nawet po zniesieniu niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych w 1865 roku. Dziennikarze z Północy, podróżujący po Południu zaraz po wojnie, donosili, że proces wymierania czarnych — ze względu na wysoki wskaźnik śmiertelności, niski wskaźnik urodzeń i opłakane warunki gospodarcze — rzeczywiście postępował. Według niektórych obserwatorów smutną prawdą było to, że uwolnieni czarni naprawdę byli zbyt nieudolni, leniwi lub niemoralni, by zachowywać się w sposób, który umożliwiłby przetrwanie ich grupie (patrz: Robert Higgs, 1977Competition and Coercion: Blacks in the American Economy, 1865-1914).
- Pospólstwu gorzej na wolności niż w niewoli. Argument ten zdobył popularność na Południu w dekadach poprzedzających wojnę secesyjną. Jego głównym propagatorem był zwolennik niewolnictwa — pisarz George Fitzbugh. Tytuły jego książek mówią same za siebie: Socjologia dla Południa lub upadek wolnego społeczeństwa (1854) oraz Kanibale lub niewolnicy bez panów (1857). Wydaje się, że Fitzhugh zaczerpnął wiele swoich poglądów od reakcyjnego, rasistowskiego szkockiego pisarza Thomasa Carlyle’a. Określenie „niewolnik pieniędzy” (wage slave) nadal przywołuje echa tego przedwojennego poglądu. W zgodzie ze swoimi socjologicznymi teoriami, Fitzhugh chciał rozszerzyć niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych na białą klasę pracującą — i to dla jej dobra!
- Zniesienie niewolnictwa wymagałoby przelania krwi i wiązałoby się z wieloma okropieństwami. W USA zakładano, że właściciele niewolników nigdy nie oddadzą systemu niewolnictwa bez zaciętej walki. Konsekwencją wojny między Konfederacją a Unią z całą pewnością był rozlew krwi pomijając nawet fakt, że bezpośrednią przyczyną wojny nie było zniesienie niewolnictwa, lecz secesja jedenastu południowych stanów. Wiele osób uznało te tragiczne wydarzenia za potwierdzenie słuszności ich argumentów przeciwko abolicji. Zdecydowanie jednak przeoczyli oni fakt, że wszędzie indziej na zachodniej półki — z wyjątkiem Haiti — niewolnictwo zniesiono bez stosowania przemocy na szeroką skalę.
- Na wolności byłych niewolników ogarnęłoby szaleństwo. Grabiliby, gwałcili i siali zniszczenie. Tym samym, utrzymanie społecznego porządku wyklucza zniesienie niewolnictwa. Południowcy żyli w strachu przed powstaniami niewolników. Ze względu na masowy napływ do kraju pijackich i awanturniczych Irlandczyków w latach 40-tych i 50-tych XIX wieku, mieszkańcy Północy postrzegali w tamtym okresie sytuację w swoim regionie jako wystarczająco nieznośną. Dorzucenie do tego tygla wyzwolonych czarnych, których Irlandczycy generalnie nie lubili, prawie na pewno wywołałoby społeczny chaos.
- Próby likwidacji niewolnictwa są nierozsądne, utopijne i niepraktyczne. Tylko bujający w obłokach mogliby zaproponować tak niedorzeczne rozwiązanie. Poważni ludzie nie mogą sobie pozwolić na marnowanie czasu, rozważając tak absurdalne pomysły.
- Należy zapomnieć o abolicji. O niebo lepszym rozwiązaniem jest dbanie, żeby niewolnicy byli wystarczająco najedzeni, ubrani, mieli dach nad głową i od czasu do czasu trochę rozrywki — tak, aby odwrócić ich uwagę od wyzysku, którego są ofiarami, oraz aby skupili się na lepszym życiu, które czeka na nich na tamtym świecie. Nie można spodziewać się uczciwości i sprawiedliwości w tym życiu, jednak wszyscy, a więc także niewolnicy, mogą aspirować do rajskiego życia w spokoju i radości.
Był okres, gdy wiele osób uważało, że co najmniej jeden z przedstawionych argumentów stanowi słuszną podstawę do sprzeciwu wobec abolicji. Jednak z perspektywy czasu, argumenty te wydają się nie do zaakceptowania i mają znamiona racjonalizacji
Dzisiaj, tych samych argumentów, lub bardzo do nich podobnych, używają przeciwnicy innej formy abolicjonizmu: propozycji, żeby znieść rząd, jakim go znamy, czyli monopolistyczną, bezkompromisową władzę sprawowaną przez uzbrojoną grupę, która wymaga posłuszeństwa i płacenia podatków. Myśl tę pozostawiam bez komentarza, by czytelnicy sami osądzili, czy przedstawione argumenty trudniej obalić w tym kontekście niż w związku z propozycją zniesienia niewolnictwa.
środa, 9 lutego 2022
Witold Kwaśnicki - Zapomniany podatnik
Z historii USA można
podać przynamniej trzy okresy, kiedy zmniejszeniu stóp podatkowych towarzyszyły znacznie
większe wpływy z tytułu płaconych podatków, oraz zwieszone kwoty płacone przez
najbogatszych. W latach 1920., po obniżeniu podatków od dochodów osobistych
(najwyższych z 73% do 56% w 1922 oraz do 25% w 1925) przychody wzrosły z 719
milionów dolarów w 1921 do 1,164 miliarda dolarów w 1928 roku. Natomiast udział w
płaconych podatkach osób najbogatszych (w tamtych czasach zarabiających ponad 50000
dolarów rocznie) wzrósł w tym okresie z 44,2% do 78,4%. Podobnie obniżenie podatków
przez prezydenta Kennediego w latach 1960. (np. w 1964 r. opodatkowanie najbogatszych
zmniejszono z 90% do 70%, a dochodów najniższych z 20% do 14%) przyczyniło się do
wzrostu wpływów podatkowych z 94 miliardów w 1961 roku do 153 miliardów w 1968 roku
(czyli o 62%, a po uwzględnieniu inflacji o 33%). W latach 1963-1966 udział najbogatszych
w płaconych podatkach wzrósł z 11,6% do 15,1%. Trzecim okresem podobnej sytuacji były
lata 1980. W 1982 roku Kongres zaakceptował plan redukcji podatków prezydenta Reagana,
obniżył opodatkowanie najbogatszych z 70% do 50% a obciążenie zysków z kapitałów z 50%
do 20%. W 1986 roku ponownie obniżył podatek od najwyższych dochodów z 50% do 28%.
Po redukcji stóp procentowych suma wpłaconych podatków od dochodów osobistych, w
stosunku do 1983 roku, wzrosła o 54% w 1989 roku (o 28% realnie, po uwzględnieniu
inflacji). W latach 1981-88 udział 10% najbogatszych Amerykanów w ogólnej kwocie
płaconych podatków wzrósł z 48% do 57,2%, a udział 1% najbogatszych wzrósł jeszcze
bardziej, bo z 17,6% do 27,5%.
Wszystko to było możliwe dzięki przyspieszonemu wzrostowi gospodarczemu i wzrostowi
zarobków obywateli jaki wystąpił po obniżeniu podatków. Jest chyba czymś naturalnym, że
jeśli ‘zapomnianemu podatnikowi’ zabierana jest coraz większa cześć tego co wypracuje to
zniechęca go to do pracy, a kiedy widzi wyraźną zależność pomiędzy zwiększonym swoim
wysiłkiem a zarobkami to pracuje coraz lepiej. W okresie 1913-1921 opodatkowanie
najwyższych dochodów w USA wzrosło z 7% do 73%, nie należy się zatem dziwić, że
średnia stopa wzrostu w tym czasie wyniosła minus 0,3%. Po obniżeniu podatków w latach
1920., średni wzrost gospodarczy w latach 1921-29 wyniósł 6%. Realna stopa wzrostu PKB w latach 1952-1960 (tzn. przed prezydenturą Kennediego) wynosiła średnio 2,4% rocznie. Po
obniżeniu podatków w latach 1960. wzrosła do 4,5% (i był to, do tamtego czasu, najdłuższy,
dziewięcioletni okres ekspansji gospodarczej USA). Podobnie było ze wzrostem w okresie
prezydentury Reagana, kiedy to okres 1982-1990 znów okazał się kolejnym, najdłuższym
okresem prosperity.
Ta zależność pomiędzy obniżeniem podatków a przyspieszeniem rozwoju gospodarczego
tyczy się to nie tylko USA. W dwunastoletnim okresie przed 1984 rokiem Wielka Brytania
rozwijała się w tempie 1,2% rocznie. Po istotnym obniżeniu stóp podatkowych w latach 1984
i 1986 gospodarka brytyjska niemal natychmiast przyspieszyła, tak, że średni wzrost w latach
1985-89 wyniósł 4%. W latach 1982-83 Turcja zmniejszyła stopę opodatkowania najniższych
dochodów z 40 do 25%, oraz stopę opodatkowania najwyższych dochodów z 75% do 50%.
Niemalże natychmiast wzrost gospodarczy skoczył do prawie 7%, by w 1990 osiągnąć 9%.
Podobnie Korea, po obniżeniu podatków osiągnęła średnio 9,3% wzrost w latach 1981-89.
Przykłady można mnożyć i nie dotyczy to tylko państw rozwiniętych gospodarczo – dobrymi
przykładami są Mauritius, Egipt, Jamajka, Kolumbia, Chile, Boliwia, czy Meksyk.
Analiza rozwoju gospodarczego 23 państw ODCE w latach 1960-1996 wskazuje na
istnienie wyraźnej zależności pomiędzy średnią stopą wzrostu gospodarczego a ‘rozmiarem
rządu’ (który, określiliśmy jako stosunek wydatków rządu do wielkości PKB). Okazuje się, że
każde zwiększenie wydatków państwa (w istocie obciążeń fiskalnych ‘zapomnianego
podatnika’) o 10% oznacza spowolnienie wzrostu gospodarczego o 1%. Przy wydatkach ok.
20% można się spodziewać wzrostu PKB na poziomie 5%, natomiast przy wydatkach ok.
45% wzrost będzie już o połowę mniejszy (ok. 2,5%), a przy 60% już prawie pięciokrotnie
wolniejszy (niewiele powyżej 1%.) Ktoś mógłby powiedzieć, że przyspieszenie wzrostu o 1%
rocznie to niewiele. Będzie miał rację, jeśli myśli się w kategoriach jednego roku, ale jeśli
rozpatrujemy rozwój społeczny to powinniśmy go rozważać w okresie dekad, nie lat. Ta z
pozoru niewielka, jednoprocentowa różnica w szybkości wzrostu gospodarczego dwóch
społeczeństw (będących początkowo na podobnym poziomie rozwoju, np. Niemiec
Wschodnich i Zachodnich po II wojnie światowej) powoduje, że po 50 latach poziom życia
w tych społeczeństwach różni się o 65%. Warto więc wykorzystać wszelkie możliwości,
nawet z pozoru niewielkiego przyrostu stopu wzrostu PKB.
Japonia jest dobrym przykładem tego, że niskie wydatki stymulują rozwój a wysokie go
hamują. W latach 1960 rząd japoński można było nazwać z powodzeniem ‘rządem małym’
(wydatki ok. 17,5%), wzrost gospodarczy w dekadzie lat 1960. wynosił 10,6%. W latach
1990. już tak o rządzie japońskim nie można było powiedzieć, wydatki grubo przekroczyły
30% PKB. Procesowi wzrostu rozmiarów rządu towarzyszył stały spadek szybkości rozwoju
– 5,4% w latach 1970., 4,8% w 1980. i 2,2% w latach 1990.
http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl/todownload/Zapomniany%20podatnik.pdf
http://kwasnicki.prawo.uni.wroc.pl/todownload/Zapomniany%20podatnik.pdf
poniedziałek, 7 lutego 2022
Prywatne miasta w Chinach
W książce "Rising private city operators in contemporary China", Jiao i Yu donoszą, że prywatne miasta w Chinach rozwijają się.
...w ostatniej dekadzie nastąpił duży wzrost liczby prywatnych operatorów miejskich (PCO), którzy planują, finansują, budują, obsługują i zarządzają infrastrukturą i udogodnieniami publicznymi nowego miasta jako całości. W odróżnieniu od poprzednich PPP, PCO są wielkim przełomem... zarządzają planowaniem miejskim, rozwojem przemysłu, przyciąganiem inwestycji oraz dobrami i usługami publicznymi. Innymi słowy, tradycyjne podstawowe funkcje władz miejskich są zlecane na zewnątrz, a w konsekwencji w Chinach coraz bardziej widoczna staje się neoliberalna struktura zarządzania miastem.
W nowym modelu biznesowym, China Fortune Land Development Co. Ltd. (CFLD) była bez wątpienia najwcześniejsza i odniosła największy sukces. Zarządza ona 125 nowymi miastami o łącznej powierzchni ponad 4000 km2. Założona w 1998 roku grupa przedsiębiorstw rozrosła się do giganta biznesowego z rocznym dochodem 83,8 mld CNY w 2018 roku. Sprawozdania finansowe firmy pokazują, że roczna stopa zwrotu aktywów netto wzrosła aż o 30% rocznie od 2011 do 2018 roku, co jest najwyższym wynikiem wśród chińskich firm z listy Fortune 500.
środa, 2 lutego 2022
Leszek Kołakowski - Czym jest socjalizm?
Czym jest socjalizm?
Powiemy wam, czym jest socjalizm. Ale najpierw powiemy, czym nie jest. A na tę sprawę mieliśmy kiedyś zupełnie inny pogląd niż obecnie.
Otóż: socjalizm nie jest
– społeczeństwem, gdzie pewien człowiek, który nie popełnił przestępstwa, czeka w domu na przyjście policji;
– społeczeństwem, gdzie jest przestępstwem być bratem, siostrą, żoną lub synem przestępcy;
– społeczeństwem, gdzie pewien człowiek jest nieszczęśliwy, ponieważ mówi to, co myśli, a inny jest nieszczęśliwy, ponieważ nie mówi tego, co myśli;
– społeczeństwem, gdzie pewien człowiek żyje lepiej, ponieważ nie myśli w ogóle;
– społeczeństwem, gdzie pewien człowiek jest nieszczęśliwy, ponieważ jest Żydem, a inny czuje się lepiej, ponieważ nim nie jest;
– państwem, którego żołnierze pierwsi wstępują na ziemię innego kraju;
– państwem, w którym ktoś żyje lepiej, ponieważ wychwala przywódców państwa;
– państwem, w którym ktoś jest skazany bez sądu;
– społeczeństwem, którego kierownicy mianują sami siebie na swoje stanowiska;
– społeczeństwem, gdzie dziesięć osób mieszka w jednym pokoju;
– społeczeństwem, gdzie są analfabeci i epidemie dżumy;
– państwem, z którego nie można wyjechać;
– państwem, gdzie jest więcej szpiegów niż pielęgniarek i więcej miejsc w więzieniach niż w szpitalach;
– państwem, gdzie ilość urzędników rośnie szybciej niż liczba robotników;
– państwem, gdzie jest się zmuszanym do kłamstwa;
Powiemy wam, czym jest socjalizm. Ale najpierw powiemy, czym nie jest. A na tę sprawę mieliśmy kiedyś zupełnie inny pogląd niż obecnie.
Otóż: socjalizm nie jest
– społeczeństwem, gdzie pewien człowiek, który nie popełnił przestępstwa, czeka w domu na przyjście policji;
– społeczeństwem, gdzie jest przestępstwem być bratem, siostrą, żoną lub synem przestępcy;
– społeczeństwem, gdzie pewien człowiek jest nieszczęśliwy, ponieważ mówi to, co myśli, a inny jest nieszczęśliwy, ponieważ nie mówi tego, co myśli;
– społeczeństwem, gdzie pewien człowiek żyje lepiej, ponieważ nie myśli w ogóle;
– społeczeństwem, gdzie pewien człowiek jest nieszczęśliwy, ponieważ jest Żydem, a inny czuje się lepiej, ponieważ nim nie jest;
– państwem, którego żołnierze pierwsi wstępują na ziemię innego kraju;
– państwem, w którym ktoś żyje lepiej, ponieważ wychwala przywódców państwa;
– państwem, w którym ktoś jest skazany bez sądu;
– społeczeństwem, którego kierownicy mianują sami siebie na swoje stanowiska;
– społeczeństwem, gdzie dziesięć osób mieszka w jednym pokoju;
– społeczeństwem, gdzie są analfabeci i epidemie dżumy;
– państwem, z którego nie można wyjechać;
– państwem, gdzie jest więcej szpiegów niż pielęgniarek i więcej miejsc w więzieniach niż w szpitalach;
– państwem, gdzie ilość urzędników rośnie szybciej niż liczba robotników;
– państwem, gdzie jest się zmuszanym do kłamstwa;
środa, 26 stycznia 2022
Eszelon - Super szpieg
Z wiki:
Echelon – globalna sieć wywiadu elektronicznego. System powstał przy udziale Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii w ramach porozumienia AUSCANNZUKUS i jest zarządzany przez amerykańską służbę wywiadu NSA. Echelon posiada na całym świecie urządzenia techniczne do przechwytywania (podsłuch) wiadomości m.in. w kanałach telekomunikacji[1].
System gromadzi i analizuje transmisje fal elektromagnetycznych przez urządzenia elektroniczne z całego świata – urządzenia telekomunikacyjne, IT, faksy, e-maile, transfery plików, rozmowy telefoniczne, komputery, radary, satelitów rozpoznawczych, s. telekomunikacyjnych itp. Raport Parlamentu Europejskiego przewidywał w tym kontekście możliwość m.in. przechwytywania ekranów komputerów z odległości na podstawie ich promieniowania oraz rozmów w pomieszczeniach na podstawie zdalnej analizy drgań szyb[4]. System gromadzi i przetwarza miliardy przekazów elektronicznych na dobę[potrzebny przypis]. Jest to tylko niewielki ułamek całej komunikacji elektronicznej – jedynie w Stanach Zjednoczonych wykonuje się prawie 4 mld samych tylko rozmów telefonicznych na dobę[potrzebny przypis]. Zebrane lokalnie informacje z całego świata przesyłane są do centrali w Fort Meade[potrzebny przypis], gdzie znajduje się główna siedziba NSA. Superkomputery dokonują analizy materiału, dostosowanej do regionu: językowej, tworzą słownik haseł i stanu materiału: ustalają rodzaj kompresji, algorytm szyfrowania[potrzebny przypis].
W roku 1991 amerykańskie służby wywiadowcze miały przedłużyć nowy program działania po rozpadzie bloku wschodniego, który uwzględniał zmienioną sytuację geopolityczną. Głównym zadaniem amerykańskich służb specjalnych miał być odtąd wywiad gospodarczy. Potwierdziły to zarówno badania Unii Europejskiej, jak też wypowiedzi byłego dyrektora centrali wywiadu (DCI), tym samym szefa CIA, Roberta Jamesa Woolseya w jego artykule z 17 marca 2000 w Wall Street Journal.
Co nas szpieguje - Eszelon Super szpieg ,film dokumentalny BBC lektor PL
Złowrogi Echelon
Echelon – globalna sieć wywiadu elektronicznego. System powstał przy udziale Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii w ramach porozumienia AUSCANNZUKUS i jest zarządzany przez amerykańską służbę wywiadu NSA. Echelon posiada na całym świecie urządzenia techniczne do przechwytywania (podsłuch) wiadomości m.in. w kanałach telekomunikacji[1].
System gromadzi i analizuje transmisje fal elektromagnetycznych przez urządzenia elektroniczne z całego świata – urządzenia telekomunikacyjne, IT, faksy, e-maile, transfery plików, rozmowy telefoniczne, komputery, radary, satelitów rozpoznawczych, s. telekomunikacyjnych itp. Raport Parlamentu Europejskiego przewidywał w tym kontekście możliwość m.in. przechwytywania ekranów komputerów z odległości na podstawie ich promieniowania oraz rozmów w pomieszczeniach na podstawie zdalnej analizy drgań szyb[4]. System gromadzi i przetwarza miliardy przekazów elektronicznych na dobę[potrzebny przypis]. Jest to tylko niewielki ułamek całej komunikacji elektronicznej – jedynie w Stanach Zjednoczonych wykonuje się prawie 4 mld samych tylko rozmów telefonicznych na dobę[potrzebny przypis]. Zebrane lokalnie informacje z całego świata przesyłane są do centrali w Fort Meade[potrzebny przypis], gdzie znajduje się główna siedziba NSA. Superkomputery dokonują analizy materiału, dostosowanej do regionu: językowej, tworzą słownik haseł i stanu materiału: ustalają rodzaj kompresji, algorytm szyfrowania[potrzebny przypis].
W roku 1991 amerykańskie służby wywiadowcze miały przedłużyć nowy program działania po rozpadzie bloku wschodniego, który uwzględniał zmienioną sytuację geopolityczną. Głównym zadaniem amerykańskich służb specjalnych miał być odtąd wywiad gospodarczy. Potwierdziły to zarówno badania Unii Europejskiej, jak też wypowiedzi byłego dyrektora centrali wywiadu (DCI), tym samym szefa CIA, Roberta Jamesa Woolseya w jego artykule z 17 marca 2000 w Wall Street Journal.
Co nas szpieguje - Eszelon Super szpieg ,film dokumentalny BBC lektor PL
Złowrogi Echelon
środa, 19 stycznia 2022
środa, 12 stycznia 2022
John R. Lott - Jak broń w rękach obywateli wpływa na przestępczość?
Jak broń w rękach obywateli wpływa na przestępczość? John R. Lott w Sejmie
John R. Lott mówi o tym kim są ludzie, którzy walczą z bronią.
- Autor: Andrzej Turczyn
- 9 lutego 2017
Po wykładzie w Sejmie w dniu 25 stycznia 2017 r., John R. Lott zechciał udzielić krótkiego wywiadu. W imieniu stowarzyszenia Ruch Obywatelski Miłośników Broni z Johnem R. Lott wywiad przeprowadziłPaweł Machała. Posłuchajcie lub przeczytajcie (poniżej zapis wywiadu) kim są ludzie, którzy walczą z bronią.
środa, 5 stycznia 2022
Wojciech Maziarski - O tym, jak bardzo niebezpieczne jest państwo
Wolność przetrwała w Polsce w tych dziedzinach i instytucjach, które udało się po 1989 r. wyrwać spod kontroli państwa. Natomiast tam, gdzie państwo zachowało wpływy, dziś panoszy się PiS-owski zamordyzm
Przez blisko pół wieku panowania realnego socjalizmu w Europie Środkowo--Wschodniej tutejsze społeczeństwa próbowały ucywilizować ten ustrój. Wielu ludziom długo wydawało się, że możliwy jest socjalizm z ludzką twarzą, że trzeba go po prostu zdemokratyzować, wmontować weń samorządność pracowniczą i obywatelską. Wznoszono hasło: "Socjalizm tak, wypaczenia nie". W końcu jednak niedoszli reformatorzy socjalizmu dali za wygraną, uznając, że - jak śpiewał Młynarski - z tych puzzli innego obrazka nie da się ułożyć.
Od upadku komunizmu minęło ćwierć wieku. W dojrzałość wkroczyło pokolenie niepamiętające tamtej epoki. Jego przedstawiciele często są dziś przekonani, że jedynym źródłem nieszczęść w tamtych czasach były sowieckie oddziały, które wkraczały do buntujących się krajów. I że dziś, gdy nie ma już tej groźby, można wrócić do utopii socjalizmu z ludzką twarzą.
Przez blisko pół wieku panowania realnego socjalizmu w Europie Środkowo--Wschodniej tutejsze społeczeństwa próbowały ucywilizować ten ustrój. Wielu ludziom długo wydawało się, że możliwy jest socjalizm z ludzką twarzą, że trzeba go po prostu zdemokratyzować, wmontować weń samorządność pracowniczą i obywatelską. Wznoszono hasło: "Socjalizm tak, wypaczenia nie". W końcu jednak niedoszli reformatorzy socjalizmu dali za wygraną, uznając, że - jak śpiewał Młynarski - z tych puzzli innego obrazka nie da się ułożyć.
Od upadku komunizmu minęło ćwierć wieku. W dojrzałość wkroczyło pokolenie niepamiętające tamtej epoki. Jego przedstawiciele często są dziś przekonani, że jedynym źródłem nieszczęść w tamtych czasach były sowieckie oddziały, które wkraczały do buntujących się krajów. I że dziś, gdy nie ma już tej groźby, można wrócić do utopii socjalizmu z ludzką twarzą.
środa, 29 grudnia 2021
Hans H. Hoppe - O monarchii demokracji i ładzie naturalnym
Każdy podatek jest formą wyzysku naruszającego prawo własności mające swój fundament w prywatnym posiadaniu własnego ciała; własność prywatna jest w każdym przypadku lepsza (pod względem moralnym i ekonomicznym) od własności publicznej, która zawsze ustanawiana jest na drodze wyzysku podatkowego.
Wszystkie legitymizacje państwa, łącznie z hobbesowskim mitem państwa jako protektora zapewniającego wewnętrzne i zewnętrzne bezpieczeństwo, nie mogą zostać obronione na żadnej płaszczyźnie; są one wyłącznie wytworzonymi na użytek klasy rządzącej ideologiami osłaniającymi jej panowanie, które opiera się na przymusie i wyzysku podatkowym. [6] Mit hobbesowski jest jądrem całej ideologicznej propagandy państwowej, której funkcja polega na psychologicznym zastraszaniu poddanych, wbiciu im do głów wiary, że bez państwa zapanuje chaos i wojna wszystkich ze wszystkimi.
Historia polityczna w ujęciu Hoppego jest z jednej strony historią walki klasowej pomiędzy opodatkowującymi a opodatkowanymi, czyli pomiędzy wyzyskiwaczami i wyzyskiwanymi, a z drugiej historią walki pomiędzy grupami wyzyskiwaczy, której zasadniczym celem jest przyłączenie w tej czy innej formie nowych terytoriów, zwiększenie puli poddanych i w konsekwencji powiększenie swojej bazy opodatkowania. Ostatecznym efektem walki pomiędzy grupami wyzyskiwaczy jest powstanie państwa światowego, z którego nie będzie można już donikąd wyemigrować w poszukiwaniu niższego opodatkowania.
Wszystkie legitymizacje państwa, łącznie z hobbesowskim mitem państwa jako protektora zapewniającego wewnętrzne i zewnętrzne bezpieczeństwo, nie mogą zostać obronione na żadnej płaszczyźnie; są one wyłącznie wytworzonymi na użytek klasy rządzącej ideologiami osłaniającymi jej panowanie, które opiera się na przymusie i wyzysku podatkowym. [6] Mit hobbesowski jest jądrem całej ideologicznej propagandy państwowej, której funkcja polega na psychologicznym zastraszaniu poddanych, wbiciu im do głów wiary, że bez państwa zapanuje chaos i wojna wszystkich ze wszystkimi.
Historia polityczna w ujęciu Hoppego jest z jednej strony historią walki klasowej pomiędzy opodatkowującymi a opodatkowanymi, czyli pomiędzy wyzyskiwaczami i wyzyskiwanymi, a z drugiej historią walki pomiędzy grupami wyzyskiwaczy, której zasadniczym celem jest przyłączenie w tej czy innej formie nowych terytoriów, zwiększenie puli poddanych i w konsekwencji powiększenie swojej bazy opodatkowania. Ostatecznym efektem walki pomiędzy grupami wyzyskiwaczy jest powstanie państwa światowego, z którego nie będzie można już donikąd wyemigrować w poszukiwaniu niższego opodatkowania.
środa, 22 grudnia 2021
Karl Hess
Później pracował także jako redaktor w The Fisherman i w Newsweeku, skąd został wyrzucony po tym, jak odmówił napisania nekrologu prezydenta Franklina D. Roosevelta
W książce Dear America Hess napisał, że ateistą został po doświadczeniach pracy w prosektorium w wieku 15 lat. Patrząc na zwłoki zrozumiał, że człowiek to tylko ciało i krew i nic poza tym
Jako autorowi przemówień senatora Goldwatera przypisuje mu się autorstwo powiedzenia „Ekstremizm w obronie wolności nie jest zbrodnią; umiar w dążeniu do sprawiedliwości nie jest cnotą”.
był jednym z nielicznych białych przyjętych do Czarnych Panter
Demokratyczny prezydent Johnson niezadowolony z krytyki i faktu, że Hess wcześniej udzielał się w Partii Republikańskiej, polecił IRS (Internal Revenue Service – amerykański urząd skarbowy) skontrolowanie tego zdeklarowanego przeciwnika podatków. Podczas audytu kontroler skarbowy udowadniał, że nieważne, czy w deklaracjach wszystko jest w porządku, ważne, czy jest niezgodne z prawem. Hess w odpowiedzi wysłał do IRS kopię Deklaracji Niepodległości wraz z listem, w którym oświadczył, że nie zamierza więcej płacić podatków.
Urząd skarbowy skonfiskował mu majątek i zajął na poczet zaległych podatków przyszłe zarobki. Gdy Hess w liście zapytał, z czego w takim razie ma żyć, IRS odpowiedział, że jest to już jego problem. Wtedy Hess nauczył się spawać i zatrudnił się w jednej z waszyngtońskich firm w zamian za żywność i miejsce do spania. Obok pracy "zarobkowej" wykonywał też artystyczne rzeźby, z których część trafiła w ręce wytrawnych kolekcjonerów.
W 1969 roku opublikował w Playboyu artykuł The Death of Politics, uważany za jeden z najważniejszych manifestów libertariańskich, który jak żaden inny przyczynił się do powstania współczesnego ruchu wolnościowego.
Pisał w nim: "Siła i władza będące substytutami zdrowego rozsądku są potworami jakie nękają współczesny świat. Są duchami groźnej i przesądnej przeszłości. A polityka jest ich siostrą. Na przestrzeni czasu była ona zinstytucjonalizowanym zaprzeczeniem zdolności człowieka do wykorzystania jego własnych zdolności dla własnego przetrwania. Istnieje ona wyłącznie dzięki dobrom które w imię wątpliwych celów i tzw. zasad moralnych zdołała skraść kreatywnym i produktywnym ludziom."
Twierdził, że politycy robią od czasu do czasu dobre rzeczy, ale dopiero wówczas gdy wszystkie wcześniej stosowane przez nich środki zawiodły.
Karl Hess: Toward Liberty – film dokumentalny, który zdobył w 1981 roku Oscara za najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny.
Anarchism in America (1983)
środa, 15 grudnia 2021
Brytyjskie obozy koncentracyjne, czyli o misji cywilizacyjnej białego człowieka
Do dziś wśród historyków trwają spory, kto jako pierwszy założył obóz koncentracyjny. Brytyjczycy byli w tej dziedzinie niewątpliwie jednymi z pionierów, obozy tworzyli bowiem już na przełomie XIX i XX wieku w trakcie wojen burskich. Dziś takie formy eksterminacji ludności kojarzą nam się głównie z II wojną światową, przez co nie wszyscy mają świadomość, że pojawiały się także później. Wielka Brytania przetrzymywała w obozach koncentracyjnych nawet 90 tysięcy Kenijczyków, którzy mieli być powiązani z trwającym w latach 1952-1956 powstaniem Mau Mau. Oficjalnie liczbę ofiar śmiertelnych szacuję się na 11 tysięcy osób, ale niektóre źródła podają nawet kilkakrotnie wyższe liczby.
Przyczyny powstania były dość oczywiste. Biali kolonizatorzy zajmowali najlepsze ziemie uprawne, a po wojnie w Europie zaczęło ich jeszcze przybywać. Napływ kolonistów najbardziej dotknął najliczniejszą grupę etniczną w kraju, czyli Kikuju, którzy zostali zepchnięci do rezerwatów. Napięcie rosło i coraz częściej dochodziło do strajków. Na ich czele stanął Jomo Kenyatta, który później miał zostać pierwszym prezydentem Kenii. W październiku 1952 roku doszło do pierwszych aresztowań, do więzienia trafił między innymi sam Kenyatta. Działania te okazały się mieczem obosiecznym, bo kolonialiści aresztowali umiarkowanych przywódców strajków, podczas gdy na wolności pozostali zwolennicy bardziej siłowych rozwiązań. Wkrótce Mau Mau przekształciło się w regularne i krwawe powstanie, którego uczestnicy nieraz mordowali białych farmerów (życie straciło łącznie 32 cywili). Naprawdę brutalna okazała się jednak dopiero reakcja Wielkiej Brytanii.
środa, 8 grudnia 2021
Zbrodnie - USA - Kambodża
Czterdzieści lat od Roku Zero
BY BOHDAN PIĘTKA ON
17 kwietnia 1975 roku do stolicy Kambodży, Phnom Penh, wkroczyli w większości bardzo młodzi, dobrze uzbrojeni, groźnie wyglądający ni to żołnierze, ni to partyzanci. Była to Rewolucyjna Armia Kampuczy, zbrojne ramię maoistowskiego i szowinistycznego ruchu Czerwonych Khmerów. Niemal natychmiast ludność stolicy i innych miast Kambodży wypędzono na prowincję, do wielkich komun ludowych. Ogłoszono, że rozpoczął się Rok Zerowy: historia wróciła do punktu wyjścia, wszystko co było wcześniej zostało uznane za nieważne i skazane na unicestwienie, a miejsce „feudalnej, kolonialnej i kapitalistycznej” przeszłości miał zająć „czysty socjalizm” (w odróżnieniu do „nieczystego”, jaki panował w ZSRR i tzw. krajach demokracji ludowej). Nazwę kraju zmieniono na Demokratyczna Kampucza, a władzę przejęła tajemnicza Organizacja (Angkar). Dopiero we wrześniu 1977 roku ujawniono, że Angkar to Komunistyczna Partia Kambodży (Kampuczy), a Pol Pot jest jej sekretarzem generalnym i premierem rządu. W ciągu 44 miesięcy rządów Czerwonych Khmerów zginęło od 1,7 do 2,2 mln spośród 7,5 mln mieszkańców Kambodży, co stanowi blisko 30 proc. Jeśli jednak dodamy do tego 600 tys. ofiar bombardowań amerykańskich z lat 1969-1973 i ofiary wojny domowej z lat 1970-1975, szacowane na około 300 tys. (w tym 240 tys. zabitych już wtedy przez Czerwonych Khmerów), to straty ludnościowe Kambodży w dekadzie 1969-1979 wyniosły ponad 40 proc. Była to hekatomba, której nie można porównać nawet z drugą wojną światową.
środa, 1 grudnia 2021
Andrew Bernstein - wywiad
Amerykański filozof o programach typu 500+: Dają sygnał, że pieniądze spadają z nieba
Myślę, że tego typu programy nie są dobre. Po pierwsze, opierają się, jak każda redystrybucja, na zwykłej kradzieży. Po drugie, dają sygnał społeczeństwu, że nie trzeba brać odpowiedzialności za swoje życie, że pieniądze nie muszą być wynikiem pracy i wysiłku, że spadają z nieba. To bardzo szkodliwa lekcja. To mnie właśnie smuci w polityce państwa opiekuńczego, że opiera się na bardzo pesymistycznej wizji człowieka. Jest on w niej za słaby, za głupi, żeby samemu radzić sobie w życiu - mówi w rozmowie z DGP amerykański filozof, Andrew Bernstein.
Sebastian Stodolak: Porozmawiajmy o pieniądzach.
Andrew Bernstein: Lubię ten temat.
Świetnie. Zacznijmy od tego, że pieniądz bywa uważany za źródło wszelkiego zła...
Nieprawda. Pieniądz to środek dobrowolnej wymiany. Symbolizuje ludzką pracę i produktywność, a więc coś jednoznacznie dobrego.
Zatem napawa pana dumą, że prezydentem USA został miliarder Donald Trump?
To świetny biznesmen. Po ataku terrorystycznym na WTC w 2001 r. proponowałem nawet, by państwo odsprzedało mu grunty, na których stały wieże. Bardzo szybko by je odbudował. Ale Trump jako prezydent to nie jest moja bajka. Jest protekcjonistą i zwolennikiem zamkniętych granic, a ja wierzę w wolny międzynarodowy handel i granice otwarte.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
